Mieszkańcy Kobiałki na Białołęce przyzwyczaili się już do kratownicy tymczasowej przeprawy nad Kanałem Żerańskim. Niespiesznie przechodzą z jednego na drugi brzeg po drewnianym pomoście - to z zakupami, to z rowerem, to z dzieckiem w wózku. Od spaceru, choć na chwilę, odrywa ich zgiełk placu budowy, szczęk narzędzi. Warkot koparek, uderzeń młotów czy pokrzykiwań zagłuszają dźwięki delikatnych plusków wioseł sennie płynących kajakarzy, którzy regularnie przecinają wody kanału. Kaczki już dawno zmieniły miejsce żerowania, wyparł je "Jarosław".
Robotnicy śmigają po stalowej konstrukcji niczym kozice górskie. Może nie przypomina to nowojorskiego biegania po szkieletach podczas budowy drapacza chmur, jednakże wymaga podobnej sprawności. Co tam robią? Spawają. Co spawają? Elementy przęseł przerzuconych nad Kanałem, bowiem zwieziono już ich konstrukcję. Docelowy most nabiera więc kształtu. Aby tak się stało, spawacze dostają się na poziom przęseł podnośnikiem koszowym ustawionym na pokładzie pontonu "Jarosław". Z kosza przenoszą się między stalowe belki, do których przypinają się szelkami. Dzięki nim mogą bardziej skupić się na spawaniu niż kontrolowaniu błędnika. Dobrze wykonany spaw ma istotne znaczenie dla całości konstrukcji, jej długotrwałości, a w dalszej perspektywie bezpieczeństwa. Bliskość tymczasowego mostu powoduje, że spawacze są właściwie na wyciągnięcie ręki. Jaskrawe światło rozjaśnia okolicę mostu. Ale tu uwaga: nie wolno patrzeć bezpośrednio w źródło bez maski ochronnej. Światło podczas spawania może uszkodzić wzrok.
Przęsła oparto na wcześniej przygotowanych filarach. Nie zmieniliśmy ich położenia w stosunku do starej przeprawy, ponieważ linia mostu będzie pokrywać się z przebiegiem dotychczasowej konstrukcji. Inni robotnicy prowadzą prace rekonstrukcji przyczółków oraz przygotowują się do betonowania pomostu.